Dlaczego radzieckie noże były dobre?
A trzeba przyznać że były niezłe, przynajmniej te produkowane na potrzeby wojska oraz myśliwskie, klasyfikowane jako broń biała i wymagające zezwoleń. Teoretycznie w ZSRR dla całej produkcji przemysłowej funkcjonował system tzw. "państwowych standartów" czyli GOST-ów (skrót od słów ГОсударственный СТандарт). GOST-y były od różnie egzekwowane w różnych sektorach. Produkcja mająca coś wspólnego z obronnością objęta była wymagającymi GOST-ami, których starano się dotrzymywać. Warto pamiętać że cena produktu mogła w ZSRR nie być ściśle związana z kosztem produkcji, bo była arbitralnie ustalana, niekiedy poniżej kosztów, w imię realizacji jakiegoś istotnego dla centralnych planistów celów. W takim systemie dobry nóż mógł kosztować mniej niż wynosił koszt materiału i produkcji. Faktem jest że dany towar mógł być trudno dostępny, ale produkcja przemysłu metalurgicznego, a tę gałąź przemysłu zaliczano do priorytetowych, generalnie była dostępna i to w cenach nie do utrzymania w warunkach gospodarki rynkowej. Ludzie z pokolenia pamiętającego turystykę handlową lat 70-ch i 80-ch do dziś wspominają bicie jakie można było uzyskać sprzedając rosyjskie wiertła np. w Turcji. Wiadomo że od każdej reguły są wyjątki, ale generalnie można założyć że nóż lub siekiera kupiony w sklepie z wyrobami metalowymi nawet gdzieś na prowincji oferował bardzo dobry stosunek cena-jakość.
Jak ekonomiczne uwarunkowania rodem z "komuny" wpłynęły na produkcję rzemieślniczą?
Otóż wpłynęły w sposób znaczący co samo w sobie jest paradoksem, bo za "komuny" produkcja rzemieślnicza noży teoretycznie nie istniała. Po prostu prywaciarze nie mieli prawa produkować noży. Na dobrą sprawę nie mieli prawa produkować niczego, bo poza południowymi republikami związkowymi ich nie było. Nie znaczy to jednak że na rynku nie było nic poza produkcją państwowych zakładów. Oczywiście w porównaniu z wolumenem produkcji państwowej były to ilości śladowe, ale jednak były. Noże produkcji nie – państwowej w ZSRR podzieliłbym na trzy grupy. Jedyną grupą, którą można by uznać za "legalną" to produkcja rzemieślnicza z tych republik, gdzie taka forma działalności gospodarczej była choć w minimalnym stopniu dopuszczalna. Mowa tu głównie o republikach południowych: północny Kaukaz, Gruzja, Armenia. Dwie pozostałe grupy to noże z "zon", czyli miejsc pozbawienia wolności, i tzw. "lewak", czyli produkcja wytworzona na państwowej bazie maszynowej na potrzeby prywatne w ramach jakiegoś kryminalnego układu.
Legenda noży z "zon".
W ZSRR wszyscy ludzie odbywający karę pozbawienia wolności zobowiązani byli do pracy. Więzienia i łagry były zakładami pracy dysponującymi własną maszynową bazą produkcyjną i miały do wykonania plany produkcyjne jak każdy inny zakład państwowy. W oparciu o więzienną infrastukturę możliwa była produkcja różnych wyrobów na własny użytek, przy czym przeważnie ten proceder był przynajmniej tolerowany przez administrację więzięnną, która miała z tego swoją "działkę". Do legendy przeszły opisane przez Sołżenicyna walizki wykonane na "zonach", u których nigdy nie urywały się rączki. Po takich walizkach oswobodzeni więźniowe bez słów rozpoznawali jeden drugiego na ulicy. Takie same legendy krążyły i nadal krążą wśród Rosjan o "nożach z zony". W większości są to bzdury, no bo o ile można sobie wyobrazić jakiegoś więźnia-nożoroba o złotych rękach z dostępem do w miarę przyzwoitej stali, to jakie możliwości ktoś taki mógł mieć w zakresie termoobróbki? Dlatego większość opowieści o "wiecznych, nigdy się nie tępiących nożach z zony" należy traktować z przymrużeniem oka. Większość ale nie wszystkie. Świetnym przykładem są tu składane finki NKWD. Finka NKWD była bardzo udanym nożem bojowym opracowanym dla wojska i resortów siłowych pod koniec lat 30-ch, po gorzkich doświadczeniach wojny rosyjsko-fińskiej. Była produkowana w różnych wariantach materiałowych przez różne zakłady przemysłowe na przestrzeni dziesięcioleci, ale nigdy nie istniał jej wariant składany. A jednak wiadomo że finki-scyzoryki istniały. Były to scyzoryki dość skomplikowane, bo posiadały rozkładająca się wraz z ostrzem krzyżową gardę/jelec. Takie noże mogły powstawać prawie wyłącznie na "zonach" i to na zamówienie więziennego naczalstwa. Kryminalista takiego noża nie potrzebował. Samo wykonanie noża to już była działalność obarczona sporym ryzykiem. Zrobienie noża składanego z gardą, oprócz tego że trudniejsze technicznie, było w podwójnie ryzykowne, gdyż garda w myśl radzieckich przepisów była jednym z markerów broni białej. Ale spójrzcie na to z punktu widzenia więziennego naczalstwa? W jaki sposób komendant kolonii karnej mógł zaskarbić sobie wdzięczność swoich przełożonych w lepszy sposób niż ofiarowując nóż, który z jednej strony jest wszystkim znany, a każdy kto kiedykolwiek widział etatową finkę NKWD na pierwszy rzut oka rozumiał skąd u takiego scyzoryka "nogi rosną", i jednocześnie jest nie do kupienia w żadnym sklepie?
"Lewak" jako szkoła kadr.
Gdyby pogrzebać w biografiach najgłośniejszych nazwisk współczesnego rosyjskiego knifemakingu to stwierdzimy że niemal wszyscy na pewnym etapie życia byli zatrudnieni w państwowych zakładach produkujących noże. Nie ma w tym oczywiście nic zaskakującego, no bo gdzie jeszcze mieliby szukać pracy? Jeśli jednak porozmawiać z nimi na gruncie prywatnym, to zaskakująco wielu przyzna się że w swoim czasie uczestniczyło w produkcji "lewego towaru" albo w "produkcji czwartej zmiany" (zakład może przy maksymalnym obciążeniu działać na trzy zmiany po 8 godzin a na czwartej zmianie, której przecież być nie może bo doba ma 24 godziny, powstaje to czego nie ma, przynajmniej w oficjalnej statystyce). "Produkcja czwartej zmiany" nie powstawała z surowca zakupionego na lewo, ale z tego co dało się zaoszczędzić w trakcie poprzednich trzech zmian. Ten system wymagał od uczestników sporych kompetencji, bo z jednej strony trzeba było umieć bardzo dobrze wykorzystać będący do dyspozycji materiał, tak żeby wygospodarować nadwyżkę dla "czwartej zmiany". Z drugiej zaś uczył takiego projektowania i wykonawstwa, przy którym wytrzymałość, retencja ostrza i agresja cięcia uzyskiwane są poprzez optymalną geometrię i doskonałą termoobróbkę a nie przez zastosowanie doskonalszych materiałów albo po prostu przez pogrubianie głowni. Dlaczego rosyjscy producenci tak lubią pracować z damastem skuwanym? Moim zdaniem dlatego, że dobrze skuty i zahartowany pakiet tanich, najbardziej masowo produkowanych i przez to najszerzej dostępnych stali węglowych pozwala uzyskać na krawędzi tnącej efekt piły dorównujący lub przewyższający agresją cięcia wysokotechnologiczne stale proszkowe.