Producenci
Zaloguj się
Rejestracja i logowanie nie są konieczne do dokonania zakupu.
Nie pamiętasz hasła? Zarejestruj się
Artykuły
Krótko o nożach rosyjskich

 

Dlaczego rosyjskie noże rzemieślnicze są dobre?

Pytanie w nagłówku zawiera tezę, z którą na pewno nie każdy się zgadza, ale generalnie, na potrzeby tego wpisu przyjmuję założenie że wśród użytkowników szeroko rozumianych noży używanych poza kuchnią lub jadalnią przeważa opinia że produkty rosyjskie, po pierwsze prezentują bardzo przyzwoitą jakość, a po drugie, mają korzystny stosunek ceny do jakości w porównaniu do oferty noży zachodnich. Jeżeli przyjmiemy takie założenie interesująca może być próba odpowiedzi na pytanie dlaczego tak jest. Dlaczego noże rosyjskie en masse mają opinię dobrych, a na przykład noże polskie takiej opinii nie mają. Owszem, sa polscy rzemieślnicy, o których wspomina np. "Blade", i którym udaje się niekiedy zająć wysokie miejsca w rankingach tego i innych czasopism adresowanych "nożomanom", ale en masse nasze noże nie są uważane za wybijające się ponad przeciętność i nikt w Stanach albo w Anglii nie poradzi koledze w odpowiedzi na pytanie "co kupić?" żeby poszedł w noże polskie, a wielu powie "go Russian". Ja na pytanie o rosyjskie noże mam swoją odpowiedź/opinię, którą pozwalam sobie tutaj przedstawić. I najistotniejszą składową tej odpowiedzi nie jest baza przemysłowa, przodująca technologia czy korzystny klimat stworzony przez państwo dla działaności biznesowej (to ostatnie w odniesieniu do Rosji w ogóle brzmi jak żart) ale zawiera się w jednym słowie: "tradycja".

Dlaczego tradycja jest ważna?

Na pewno są dyplomowani specjaliści od rozwoju przemysłu, którzy stwierdzą że to nie jest czynnik o decydującym znaczeniu, ja jednak będę się upierał że ma on kapitalne znaczenie. Kiedy mówimy o produkcji noży rzemieślniczych, ale także o najważniejszych zakładach przemysłowych produkujących noże to mówimy o kilku zagłębiach produkcyjnych, takich jak okolice Złatousta na Uralu, region Niżnego Nowogrodu czy Władykaukazu. W tych miejscach produkcja noży nie datuje się od kilku czy nawet kilkunastu dziesięcioleci. Jeśli wierzyć temu co mówią przewodnicy w Muzeum Etnograficznym w Pawłowie pod Niżnim Nowogrodem, to w 1666 w umocnionym grodzie ze stałym garnizonem, założonym sto lat wcześniej przez Iwana Groźnego funkcjonowało 40 kuźni gdzie trudziło się 80 mistrzów kowalskich. Nie bardzo wiadomo czym objaśnić tak wysoką koncentrację aktywności ekonomicznej reprezentującej wysokie technologie tamtych czasów. Być może przyczyną jest marna jakość ziem uprawnych w tym miejscach, nawet według bardzo niskich standartów urodzajności nieżegorodskiej guberni, nie pozwalająca osiągać wysokich zbiorów w rolnictwie. Możliwe że jakąś rolę odegrała obfitość tzw. rud błotnych, czyli osadowych rud żelaza występujących na brzegach zbiorników wodnych lub na torfowiskach. Chociaż z drugiej strony, mało to gdzie jest gówniana ziemia? Takich miejsc jest sporo ale jakoś nie wszędzie powstają zagłębia Ruhry. Tak czy inaczej możemy przyjąć za fakt że już we wczesnym XVIIw. w tej lokalizacji była ponadprzeciętna liczba rzemieślników zajmujących się obróbką żelaza i szeroko pojętym kowalstwem. Oczywiście nie wszyscy robili noże i broń, to była najwyższa półka. Ale i wytwórczość zawiasów, okuć, zamków i innych metalowych przedmiotów codziennego użytku kładzie podwaliny pod rozwój tego co dziś nazywamy przemysłem metalurgicznym. Warto zauważyć że tamtejsi chłopi, jeśli nie mieli szczęścia, to przynajmniej nie mieli też pecha do swoich panów. Tamtejsza ludność wiejska, jak i w całej pozostałej Rosji (pamiętajmy że kolonizacja Syberii dopiero miała się zacząć) pozostawała w zależności feudalnej. A jaka jest racjonalna polityka z punktu widzenia właściciela ziemskiego wobec chłopstwa osadzonego na ubogich rolniczo ziemiach? Oczywiście zwiększyć im wymiar pańszczyzny z rozumnych i humanitarnych ośmiu dni tygodniowo do dwunastu. Ale jakoś tak się złożyło że przedstawiciele rodów Czerkasskich, a potem Szeremietiewych, z zapewne niepojętych dla statystycznego polskiego szlachcica przyczyn, nie starali się ograniczać swoich poddanych w ich pozarolniczej działalności (a mogli). Jeżeli chłop generował dla nich przychód z takiej działalności to pozwalali mu się nią zajmować, także w formie tzw. wędrownych "arteli", które okresowo opuszczały wsie i, szczególnie w okresie jesienno-zimowym, świadczyły pracę na rzecz np. mieszkańców pobliskich miast. Mało tego, Czerkascy i Szeremietiewowie pozwalali im w ogóle zarzucać prace w polu, o ile płacony przez nich tzw. "obrok", dzięki dochodom z działalności pozarolniczej dorównywał lub przewyższał to co można z nich było wybić jako z chłopów pańszczyźnianych. Niby niewiele, ale można przywieść milion przykładów, od durnowatych "herbowych" po sekretarzy rejonowych za komuny, których przeprowadzenie takiej prostej kalkulacji przerastało. Rezultatem było to, że w rezultacie trwającego od początku XVIIw. procesu gromadzenia doświadczeń i przekazywania wiedzy dziesiątki wsi utrzymywały się w większości z działalności pozarolniczej i ni z tego ni z owego stały się rezerwuarem kadr dla tworzonego przez Piotra I przemysłu. W XVIIIw. we wsi Pawłowo prawie w każdym gospodarstwie była kuźnia lub coś co można nazwać "pracownią obróbki metalu". Katarzyna II wydała specjalny dekret, na mocy którego mieszkańcy Worsmy, wsi nieopodal Pawłowa, byli zwolnienie z części podatków i otrzymywali prawo do handlu swoimi wyrobami w całym imperium bez dodatkowych zezwoleń. Kilkanaście wsi liczących w sumie 12 do 20 tysięcy mieszkańców stało się ośrodkiem produkcji noży, szabel, tasaków i toporów przodującym w skali całego kraju, przynajmnie do momentu wykształcenia się uralskich centrów metalurgicznych. I ta tradycja zachowała się i procentuje do dzisiaj.

Tradycja – ale też i coś więcej.

Jak wcześniej powiedziałem tradycja ma, moim zdaniem, olbrzymie znaczenie. Ale jest też coś więcej oprócz tradycji rozumianej jako pewien kapitał kompetencji.

W archiwach roi się od zapisów o chłopach, którzy dzięki dochodom z działalności produkcyjnej wykupywali się z poddaństwa na długo przed zniesieniem pańszczyzny. Warto tu przytoczyć historię twórcy "Towarzystwa Zawiałowa". Zawiałow był chłopem pańszczyźnianym w dobrach kolejnego grafa Szeremietiewa. Chłopem był nominalnie, a faktycznie był kowalem nożorobem o świetnej reputacji. Na osobistą prośbę Szeremietiewa zrobił dla niego nóż myśliwski. Nóż musiał być nielichy, bo Szeremietiew uznał że warto go podarować carowi, co też uczynił. Carowi nóż tak się spodobał że w podziękowaniu publicznie, tj. w obecności dworu objął go i ucałował (carski pocałunek był w Rosji oficjalną formą nagrody, klasyfikowaną na równi z najwyższymi orderami). Szeremietiew na znak wdzięczności wręczył Zawiałowowi "wolnuju", czyli urzędowe świadectwo zwolnienia z poddaństwa. Odtąd Zawiałow i jego potomstwo byli ludźmi wolnymi. Ludźmi niebiednymi musieli być już wcześniej, bo wkrótce otworzyli własną rodzinną wytwórnię noży – "Towarzystwo Zawiałowa". Generalnie status ludzi podległych, czyli pozostających w poddaństwie, nie był chyba dla tamtejszych chłopów-rzemieślników czymś szczególnie bolesnym, skoro Wasilij Szmakow, trudniący się kupiectwem i lichwiarstwem chłop, założyciel (1780) pierwszej w regionie wytwórni noży składanych, zdecydował się kupić sobie "wolnuju" dopiero w 1803r. Na przestrzeni około 250 lat sam z siebie, bez szczególnych wysiłków ze strony władz, o ile nie liczyć tego że władza nie przeszkadzała, powstał w skali jednej guberni ośrodek przemysłowy zamieszkały przez ludność niby taką samą, a jednak w widoczny sposób różniącą się od takich samych teoretycznie chłopów z innych części Rosji. I nie chodzi tu o bliźniacze opowieści jakie można usłyszeć w co drugiej tamtejszej rodzinie o jakimś tam pradziadku, który to będąc w sędziwym wieku, od lat pogrążony w demencji, przy przekroczeniu progu kuźni czy warsztatu przeobrażał się nie do poznania – prostował się, zagubione spojrzenie nabierało sensu a z twarzy znikał wyraz zagubienia i otępienia. To są miłe bajki i na pewno fajnie jest ich słuchać. Ale oprócz nich jest coś bardziej konkretnego i sprawdzalnego. Na przestrzeni tych dwóch i pół wieków sformowały nie tylko kompetencje ale też etyka pracy i działania jakiej nawet bolszewicy do końca nie zdołali wydeptać. Oczywiście Zawiałowowie i Szmakowowie pożegnali się ze swoimi fabrykami (i z życiem nierzadko też) ale zdolność do wykuwania własnego losu nawet w minimalnie sprzyjających warunkach pozostała. Tak się składa że dobrze pamiętam jeden z najbardziej bolesnych dla Rosji okresów jej najnowszej historii – dekadę lat 90-ch XXw. Pamiętam bo wtedy tam mieszkałem, co prawda na prawach inostranca, czyli cudzoziemca, co mnie w znacznym stopniu izolowało od wielu negatywnych czynników. W latach 90-ch kryzys spowodowany rozpadem starego porządku i brakiem czegokolwiek solidnego w zamian przybrał w Rosji formy ostrzejsze niż w innych demoludach, gdzie też nie było słodko. Szczególnie na prowincji ludzie, których na przestrzeni dziesięcioleci oduczano od podejmowania ryzyka, karano za inicjatywę a premiowano głównie za posłuszeństwo nie byli w stanie odnaleźć się w warunkach, kiedy władza abdykowała, pozbyła się zobowiązań, zajęła się sama sobą i powiedziała poddanym: "macie wolność – róbta co chceta". A co mieli robić ludzie zatrudnieni od trzech pokoleń na państwowych etatach kiedy nagle przestano im wypłacać pensje? Nie zwalniano ich, po prostu przestano im płacić albo ofiarowano zapłatę naturą, tj. nie znajdującą zbytu produkcją danego zakładu. Na tej zasadzie pracownik fabryki zabawek dostawał pod koniec miesiąca dwadzieścia misiów i dziesięć papug. To doświadczenie znane jako "kryzys niewypłat" jest po dziś dzień pamiętane jako jedna z największych traum okresu rosyjskiej transformacji. W zbiorowej pamięci rosyjskiej prowincji był to straszny czas, kiedy nauczycielki stawały się tirówkami a niekarani mężczyźni masowo zaciągali się do zorganizowanych grup przestępczych. Mniej więcej wtedy właśnie przez przypadek trafiłem na jedną z pierwszych moskiewskich wystaw nożowych. Wtedy odbywały się one w pomieszczeniach domu kultury przy fabryce im. Ordżonikidze. Można tam było spotkać i pogadać z legendarnymi (w środowisku nożorobów i nożolubów) dzisiaj figurami, jak nieżyjący już Igor Sklarow. Tam po raz pierwszy zapoznałem się z tym środowiskiem i nauczyłem się cenić tych ludzi posiadających, niezależnie od tego że jak w każdej zbiorowości byli wśród nich mądrzejsi i głupsi, dwie wspólne cechy. Pierwszą było to, że u nich wszystkich ręce rosły skąd trzeba. Drugą zaś to, że w odróżnieniu od znakomitej większości Rosjan nie narzekali. Dla nich był to pierwszy od bardzo dawna czas kiedy mogli głębiej odetchnąć. Słabość i rozpad struktur władzy dla nich oznaczał to, że po warsztatach przestała im się miotać cała okołopaństwowa psiarnia, od skarbówki przez milicyjne wydziały do walki z przestępczością gospodarczą po aktywistów z tzw. inspekcji robotniczej. Już nie musieli co chwila tłumaczyć się skąd wzięli tyle płaskowników i co robi w ich warsztacie szlifierka przemysłowa, której nie da się przecież kupić w sklepie. Teraz mogli zrobić nóż, wybić na nim swoją puncą własny znak i otwarcie sprzedać go na wystawie. Ta zdolność do wpisania się w nowe, trudne ale w sumie bardziej normalne czasy była najważniejszą spuścizną jaka im została po pokoleniach Zawiałowych i Szmakowych.

Oczywiście wszystko wyżej powiedziane nie wyczerpuje kwestii "dlaczego ruskie noże są dobre?". Są czynniki i uwarunkowania zakorzenione w nowszych czasach ale o tym w następnym wpisie - o tym dlaczego sowieckie noże były dobre?

 

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl